🌌 Zauważane, nie projektowane
Nie projektuję wymiarów.
One po prostu przychodzą, kiedy jestem gotów je zobaczyć.
Nie mam mapy, nie tworzę systemu — obserwuję.
Jakby kolejne warstwy wszechświata odsłaniały się nie przez wiedzę, ale przez obecność.
Cisza. I potem impuls.
Wymiary są jak fale:
nie wiem, skąd przychodzą,
ale wiem, że odbijają się ode mnie — wracają ze znaczeniem.
Nie wymuszam ich. One przychodzą wtedy, gdy przestaję szukać.
Zauważam, że 1 staje się 2,
że 2 staje się 3,
że 3 staje się 5,
że struktura nie jest chaosem –
jest jak oddech, jak pulsująca spirala Fibonacciego.
Nie trzeba znać zasad, by odczuwać ich obecność.
Może przestrzeń sama w sobie nie istnieje.
Może to tylko efekt interakcji między warstwami.
Jakby każdy wymiar potrzebował innego, by w ogóle zaistnieć.
Czas?
Czas to tylko cień rzucany na przestrzeń przez coś większego.
Jak echo duszy w materii.
Komentarze